Wakacyjne pielgrzymowanie

Wakacyjne pielgrzymowanie

Jak co roku 2 sierpnia 2019 dolnoślązacy gromadzą się w katedrze wrocławskiej, aby wyruszyć na szlak pielgrzymi na Jasną Górę. I mimo, że nie zawsze obowiązki mi pozwalają, aby iść na całą to, co roku staram się iść przynajmniej jeden etap do Trzebnicy, do św. Jadwigi Patronki Śląska i mojej też. Co roku coś nowego zapada mi w pamięci, co roku Pan Bóg pozwala doświadczyć mi czegoś nowego.

Tak było w tym roku. Skoro Ochotniczka ks. Bosko to oczywiście nie mogłam pójść w innej grupie jak w salezjańskiej „9”. Ogrom radości ze spotkania po latach to było moje pierwsze doświadczenie. Taka radość, że od samego początku brała nas „głupawka pielgrzymkowa” – dzięki czemu szło się lekko i przyjemnie, a częste dolegliwości pielgrzymkowe nie były tak uciążliwe. Zresztą same piosenki religijne, o księdzu Bosko i chwilami też śmieszne… pobudzały entuzjazm, aby iść dalej radośnie.

Doświadczenie wspólnoty było dla mnie czymś pięknym zwłaszcza na postojach, kiedy dzieliliśmy się tym, czym mieliśmy czy to w kwestii jedzenia czy odpoczynku oraz rozmów o zwykłej codzienności. Bardzo bogatym doświadczeniem były pogawędki w trakcie, kiedy mogliśmy też poznać siebie, podzielić się tym czym żyjemy. Dziękowałam P. Bogu za to, że obdarował mnie powołaniem, pozwolił je rozeznać. Nie wszyscy mają tyle szczęścia co ja, inni ciągle szukają i tych w sposób szczególny polecam Bogu. Moment ciszy był czasem spotkania z Bogiem, był czasem sam na sam z Nim, a konferencja na temat „Ducha Ożywiciela” – mówiła o działaniu Ducha Świętego, że jest nam potrzebny w różnych momentach zwłaszcza wtedy, kiedy duchowo obumieramy.

Zapamiętałam też, że Pana Boga można poznać intelektualnie, żyjąc duchem modlitwy i praktykowaniem sakramentów, które prowadzą do dawania świadectwa o Nim w codzienności. Ważne dla mnie było też towarzyszenie w czasie drogi Salezjanów i Salezjanek – wspólne ubogacanie się życiem w jednej duchowości, ale każda gałąź Rodziny Salezjańskiej na swój sposób. I mimo że to był tylko jeden dzień, dla mnie był to aż jeden, bo tyle się działo, bo czułam się jak ukochane salezjańskie dziecko Boże i nie zamieniłabym tego ducha na żadną inną duchowość – z takimi myślami wracałam do domu, aby w swojej codzienności żyć duchem ks. Bosko. I jeśli Ktoś zapytałby się mnie czy warto iść choć na jeden dzień na pielgrzymkę – odpowiadam warto, Pan Bóg hojnie obdarowuje, jeśli Mu tylko na to pozwalamy.

Aneta