Zamiast majowych rekolekcji...

Ks. Enrico Lupano, salezjanin z Turynu, został poproszony, by poprowadzić Ochotniczkom Księdza Bosko rekolekcje. Miały sie one odbyć na początku maja, na Słowacji. Uczestniczkami rekolekcji miały być Ochotniczki z krajów Słowiańskich. Wybierało się tam też sporo VDB z naszego Regionu. Niestety, pandemia pokrzyżowała te plany. Oto list, jaki skierował do nas ks. Enrico, zamiast planowanych rekolekcji:

Valdocco, 28 kwietnia 2020

Najdroższe przyjaciółki, z wielką radością, ale również z odrobiną smutku do was piszę. Kiedy Olga poprosiła mnie o towarzyszenie wam podczas waszych rekolekcji, po małej obiekcji, ze względu na język, z wielką radością to przyjąłem. Wspomnienie rekolekcji z przeszłości i piękna przyjaźń jaka nas wiąże, popchnęły mnie do przygotowania materiału, by się nim z wami podzielić.

Nie są to, jak zwykle, refleksje na temat ks. Bosko, ale jest to próba odczytania życia naszego Świętego w świetle Ewangelii. Jest to dla mnie nowe doświadczenie. Wiele pracy w to włożyłem, ktoś już przetłumaczył materiał, bilet na samolot był gotowy… nie mogłem się doczekać dnia wyjazdu…

Ale jak to często bywa, sprawy nie idą tak, jak je zaplanowaliśmy. Pandemia „ukradła” tę możliwość spotkania się, refleksji i wspólnej modlitwy. Nawiasem mówiąc, to po raz pierwszy miałem przyjechać na Słowację!

Również nasza Kapituła Generalna, która po tak wielu latach, odbyła się na Valdocco, przepiękne doświadczenie, o którym bym wam szeroko opowiedział, została wcześniej przerwana. Pomyślcie, że około pięćdziesięciu salezjanów nie mogło wrócić do swoich krajów. Myślę, że pozostaną do końca czerwca/lipca.

Chociaż w Italii sytuacja jest dramatyczna, my w całym dziele, dobrze się mamy. Valdocco jest pustynią, bazylika jest pusta. Żadnej wizyty, żadnego pielgrzyma, żadnej mszy. Próbujemy utrzymać żar serca, które płonie dla Pana i dla wielu osób, które potrzebują naszej modlitwy i naszego wsparcia.

Ofiaruję wam dar refleksji jaką miałem w tych dniach. Myślę, że się nauczyłem jednej rzeczy, która może i wam się przydać.

Wszystko jest darem! Ileż to razy, podczas moich homilii i moich spotkań, powtarzałem to zdanie, ale muszę wam wyznać, że chyba nie rozumiałem, tak naprawdę, jego znaczenia. Nie wiedziałem co mówiłem. Powtarzałem to wyrażenie, ale potem życie popychało mnie do planowania, brania, zasługiwania, zdobywania, zarządzania…

Żadna spowiedź, żadne rekolekcje, żadna przeczytana książka nie spowodowały zmiany mojej postawy. Życie jest walką, bitwą i trzeba mocno walczyć, jeśli chcesz wygrać. Tak zostaliśmy wychowani. Na rzeczy się zasługuje, zarabia.

Potem przyszła ona. Na początku wydawała się być odległą, problemem innych, niespodziewanie stała się bardzo bliska; z obcej, w kilka dni, stała się bliska.

Rozpoczęła od pozbawienia nas relacji fizycznych, potem możliwości wychodzenia, poruszania się, aż do pozbawienia nas pogody ducha. Wielu odebrała zdrowie, a niektórym życie.

Wielu zmarło, ale tyle samo, jak nie więcej, jest narażonych na uśmiercenie serca, utratę nadziei, chęci życia, utratę marzeń…

Zrobiły na mnie mocne wrażenie świeżość i prostota liściku napisanego przez dziecko do karabinierów. Napisał: „Przepraszam, czy możecie zaaresztować panią Pandemię!? Od kiedy przyszła, nie mogę zejść, by pobawić się na podwórku”. Niestety żaden karabinier czy policjant nie może jej aresztować.

Ileż rzeczy nie możemy robić! Ile rzeczy nam zabrano…

Moja dobra przyjaciółka napisała do mnie życzenia: „Jak się ma twoje serce?”. Muszę powiedzieć prawdę. Męczę się z odpowiedzią na to pytanie.

A to dlatego, że sprawa wydaje się poważniejsza niż myślimy. Nie łudźmy się: nie będzie jak wcześniej!

Ale może ta, „pani Pandemia” (jak ją nazywa dziecko w liście), oprócz tego, że nas pozbawiła wielu rzeczy, przyniosła nam coś. Zacytuję fragment refleksji filozofa jezuity:

„Nic już nie będzie jak dawniej. Nareszcie możemy dotrzeć do prawdy o rzeczywistości: jesteśmy ułomni, słabi, bezwładni. Życie przemija. Możemy tylko z niego korzystać, dopóki jest, aby realizować to, czego pragniemy. W tej reszcie czasu, która nam pozostaje do przeżycia, a nie wiemy, ile go zostało.

Bądź tym, czego pragniesz, nie po to, by być pamiętanym, bo może nie pozostanie nikt, kto by o tobie mógł pamiętać; ale bądź tym czym pragniesz, dlatego, że tego pragniesz. Nie masz oczekiwań do wypełnienia, nie masz obrazu do obronienia.

Po prostu wybierz życie, to co czyni cię szczęśliwym, w tym krótkim przedziale czasu, który jest ci podarowany, świadomy, że to nie jest na zawsze.

A wtedy będzie dobrze, cokolwiek by się nie działo. Jesteśmy ułomni, niewiarygodnie ułomni, taka jest prawda. A wolność, by to sobie powiedzieć, jest największym pocieszeniem!”.

Z tych prostych refleksji dzielę się z wami moim zobowiązaniem, które chcę podjąć: chcę przeżywać wszystko jakby to było pierwszy raz i jakby to było po raz ostatni.

Pomyślcie o pierwszej jeździe na rowerze, o pierwszym dniu w szkole, pierwszym pozwoleniu rodziców, by móc wyjść samemu z domu, o pierwszym pocałunku, pierwszym dniu pracy, pierwszym samotnym prowadzeniu auta, pierwszym spotkaniu ze światem Ochotniczek, o waszej pierwszej profesji…

Pierwszy raz jest obciążony oczekiwaniami, emocjami. Jest w nim całe serce, głowa, lęki, oczekiwania. Jesteś cała! Nic nie pozostaje na zewnątrz od tego pierwszego razu.

Każdą rzecz, którą od teraz będę robił, każde spotkanie, chcę by było naprawdę jakby pierwszy raz.

Chciałbym jednak, by każde moje działanie czy moje spotkanie miało też ładunek ostatniego razu.

To nie to samo pozdrowić kogoś po raz ostatni. Czy pozostawienie go na długo, wiedząc, że już nie wrócisz. Osobie, którą żegnasz po raz ostatni, mówisz jak bardzo ją kochasz, to co naprawdę masz w sercu. Jeżeli ostatni raz coś robisz, to przeżywasz to z wielką uwagą, na jaką cię tylko stać…

Wszystko tak, jakby po raz pierwszy i ostatni. Może łatwiej będzie rozpoznać w tej osobie czy działaniu obecność Jezusa Zmartwychwstałego.

Mam nadzieję ponownie zobaczyć was niebawem na Valdocco. My jesteśmy tutaj i czekamy na was. Pamiętajcie, że to jest wasz dom. Tutaj wszyscy się narodziliśmy!

W tym tygodniu jedną tajemnicę różańca, u stóp Wspomożycielki, odmówię za was. To nie to samo co przeżywać rekolekcje z wami, ale … tak jest dobrze!

Najlepsze życzenia, chociaż nie jestem spóźniony, bo Wielkanoc rozciąga się na pięćdziesiąt dni, wszystkiego najlepszego!

Ksiądz Enrico