List Odpowiedzialnej Generalnej VDB na Wielki Post 2020

„Najdroższe siostry! Piszę do was w tym czasie wielkopostnym, w którym post został nam dany z wysoka: rezygnujemy z wielu rzeczy z powodu niebezpieczeństwa utraty zdrowia lub życia; nie możemy robić spotkań i nawet musimy zrezygnować z najcenniejszego spotkania z Panem w Eucharystii. Ten brak jest jak płonący ogień, który oczyszcza i spala naszą pychę, samowystarczalność, zarozumiałość... .

„Bóg usłyszał krzyk swego ludu”, krzyk ziemi i przychodzi nam z pomocą, by „odnowić oblicze ziemi”. Nieoczekiwane zagrożenie pochodzące od rozprzestrzeniającego się wirusa jest okazją by się „poprawić” i powrócić do tego co najistotniejsze. Często rytm naszego życia jest tak szalony, że zamienia się w ciągły wir i grozi destrukcją nas samych i nie ma czasu na to co podstawowe: spotkanie z Bogiem, słuchanie tego co mówi, pragnąć żyć Jego pragnieniami, całkowicie oddać się w Jego ręce, jak to uczyniła Maryja, która pozostawała na modlitwie, w milczeniu, rozważając Jego słowa.

Wyobraźmy sobie zapałki postawione pionowo, jedna obok drugiej, z głowami dumnie podniesionymi; ogień zaczyna się od pierwszej i idzie dalej, dopóki nie napotka zapałki z główką uniżoną, co mu nie pozwala iść dalej. Pokora i posłuszeństwo znakom czasu zatrzymają rozprzestrzenianie się „ognia”.

Zmieniły się nasze przyzwyczajenia w życiu, nie można się spotkać na dzień skupienia czy na formacji, dzięki środkom komunikacji możemy uczestniczyć we Mszy św., która jest transmitowana przez TV. Próbujemy być twórcze w tych nowych technologiach aby potwierdzić naszą wierność, aby prosić o przebaczenie i modlić się za tych co cierpią z powodu różnych trudności.

Modlimy się również za nas wszystkie, aby pojąć w jaki sposób Bóg, w swoim miłosierdziu, chce nas do siebie nawrócić. Mogłoby nam w tym pomóc, o ile to możliwe, stworzenie w naszym mieszkaniu małego kącika, w miejscu, w którym uczestniczymy we Mszy Świętej: zapalić świeczkę, wygodne siedzenie, ubrane, w postawie takiej jak byśmy były w naszej parafii, z wygaszoną komórką, aby nic nie rozpraszało uwagi skierowanej na Pana. Pozwólmy by ten moment celebracji był szczytem naszego dnia, razem z adoracją; nie mając Pana Jezusa pod postaciami sakramentalnymi, próbujmy stawiać się w Jego obecności tam, gdzie się znajdujemy, niosąc Go sercem i umysłem tam, gdzie nie jest kochany, szanowany, najbardziej opuszczony.

W tym okresie wysilajmy się by z większą wiernością wypełniać praktyki dane nam przez nasz Instytut, dla naszego wzrostu, by być bardziej odważnymi w szukaniu możliwości w zachęcaniu innych naszym przykładem. Nawet gdy to uczynimy jedynie wobec Pana, wierzcie mi, że wzrost świętości odbije się również w naszym Instytucie. Bóg się nami posłuży kiedy zechce, jak zechce i gdzie zechce. Po prostu opróżnijmy nasze serca i nasze ręce przed Nim, aby mógł je napełnić. W ten sposób staniemy się wszystkie bogatszymi w miłości, miłosierdzie i wszystkie dary potrzebne światu.

(…)

… nie mamy się czego bać, chociaż jesteśmy grzesznicami, małymi, niedoskonałymi. Bądźmy w pełni dyspozycyjne dla Pana, przyjmijmy Jego przyjaźń, którą nam daje. Z wiarą się módlmy: „O mój Jezu, tylko to co Ty chcesz, kiedy chcesz i jak chcesz. Do Ciebie należy cała chwała i łaska, Ty rządzisz każdą rzeczą z mocą i łagodnością i obficie napełniasz ziemię Twoim miłosierdziem. Amen” (In Sin Jesu, s. 128).

Na koniec, małym świadectwem z mojego życia, chcę was zachęcić do życia tym, czego nigdy nie powinno brakować w naszym życiu: DZIĘKOWAĆ!

Kiedy moja siostrzenica, która jest dobra jak chleb, wyrosła na „salezjańskim chlebie”, wstąpiła do sekty, przeżyłam największą boleść mojego życia. Myślałam, że kapłan, do którego poszłam po radę, uklęknie i razem się pomodlimy by niebo przyszło na ziemię; natomiast on skierował do mnie słowa, których nie rozumiałam i, które sprawiły mi ból: „Nie możesz złapać rękami kamień w powietrzu; najpierw musi upaść na ziemię i się odbić. Podziękujmy Bogu za to cierpienie!”. Podziękować? Wtedy nie zrozumiałam, ale z czasem nauczyłam się, w posłuszeństwie, dziękować i dopiero potem rozumieć.

Po tej sytuacji przeżytej z moją siostrzenicą, na modlitwie jestem czujna. Jako rodzina jesteśmy jeszcze bardziej zjednoczeni z Jezusem. Od tego momentu dziękuję za wszystko, co się wydarza w moim życiu, również teraz za tę bolesną sytuację sprowokowaną przez koronavirus, bo to paradoksalnie może pomóc w znalezieniu jedności, jeżeli będziemy mądrzy jako narody, by wrócić do sensu życia, do odnalezienia wartości, by wrócić do Boga. Nie jest to kara, która od Boga pochodzi, ale On spożytkuje te trudne momenty byśmy wzrosły w świadomości mocy wielu wartości. Myślę, że to co Papież swoją encykliką próbował dokonać – przekonać do szanowania natury, to o wiele mocniej czyni to ten niewidoczny wirus.

Nieustannie proszę Boga o zakończenie tej próby dla ludzkości; niech Jego prawica będzie miłosierna dla tych, który Jego Syn zbawił, w posłuszeństwie płacąc własną krwią.

Moje najdroższe, jesteście w moich modlitwach codziennie, nieustannie. Będę czuwała i błagała Pana aby was strzegł od złego.

Ze szczerą miłością w Chrystusie

wasza D. K.”