Kontemplacja i działanie w moim życiu

„Przy każdej sposobności módlcie się w duchu” (Ef 6,18)

Mówiąc o kontemplacji i działaniu w życiu, od razu przychodzą mi na myśl dwie kobiety z Ewangelii – Maria i Marta. Symbolizują one niejako dwie sfery w nas samych – Marta jest symbolem tej sfery, która pozostaje w kontakcie ze światem, praktyczna, zapobiegliwa, aktywna na zewnątrz, Maria natomiast to osoba uduchowiona, głęboko skupiona wewnętrznie, ukierunkowana na Boga, zachowująca Boże sprawy w swoim sercu. Można powiedzieć, że są to reprezentantki dwóch przeciwstawnych postaw życiowych. W scenie spotkania z Jezusem w domu Marty i Marii w Betanii ( Łk 10, 38) Ewangelista pisze, że to Maria „obrała najlepszą cząstkę”, zostawiając posługi domowe i siadając u stóp Jezusa, słuchała tego, co nauczał. Marta zaś wśród licznych zajęć, w ogóle nie zwracała uwagi na Mistrza, wręcz oburzona, miała pretensje, że tylko ona musi posługiwać i nikt nie myśli jej w tym pomóc.
Obydwie siostry widzimy jeszcze w Ewangelii w scenie wskrzeszenia Łazarza (J 11,20) – „Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu”. Marta jako pierwsza – kierowana miłością do zmarłego brata – Łazarza i wiarą w Bożą moc Jezusa, która przywraca zmarłych do życia, wybiegła Mu na spotkanie.
Chcąc odnieść do własnej osoby dwie sytuacje z  podanych fragmentów Pisma Świętego nietrudno zauważyć, że postawa modlitwy – Marii i działania – Marty wzajemnie przeplatają się w życiu i mam świadomość, że należy dążyć do łączenia tych postaw aby stać się osobą pełną, kontemplatywną w działaniu – czyli scaloną.
Rozpatrując osobno: kim jest osoba kontemplatywna? To ktoś, kto nie opiera się na własnych siłach, nawet przy całej dobrej woli i zapale, ale dzięki modlitwie wzywa Bożej pomocy. „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą” – pisze psalmista (Ps 127, 1). Należy założyć więc głęboką więź z Bogiem, zaproszenie Go do swojego życia i pozwolenie Mu na dokonywanie interwencji w nasze plany życiowe, a podstawą tego jest otwartość, bo bardzo trudno zgodzić się na zdanie inne niż moje własne. Jest to zadanie na całe życie i uczę się takiego planowania swojej pracy, wyboru zadań,  formułowania marzeń, które byłyby jednocześnie zwiększeniem zażyłości z Jezusem, które przede wszystkim Jemu podobałyby się . Już samo dostrzeżenie faktu, że tak być powinno, było dla mnie bardzo odkrywcze i wyzwalające, bo u początku relacji, kiedy górę bierze własny egoizm, pycha, duma, które nie pozwalają, aby cokolwiek zmieniać we własnej mentalności, nikogo nie wpuścić do swoich myśli, na „swój teren”, nie dzielić się z nikim przychodzącymi wątpliwości,  wiele spraw kończy się żałośnie i często trudno nawet stwierdzić dlaczego. 
Bł. Ks. Filip Rinaldi poucza pierwsze zelatorki w „Zeszycie Carpanery”: „Nie ufajcie swojej sprawności, ale ufajcie Bogu” i jednocześnie objaśnia, jak rozwijać w sobie życie kontemplacyjne: „dusza uformowana w obecności Boga modli się, nabiera sił na rozmyślaniu, w rachunku sumienia, podczas lektury duchowej i wchodzenia w siebie samą; na zewnątrz pokazuje się dopiero wtedy, kiedy się weszło w siebie, w skoncentrowaniu, w skupieniu; skupienie jest konieczne, bo usposabia do refleksji, która przygotowuje do modlitwy ustnej;  refleksja jest skuteczną modlitwą, konieczną do poznania własnych słabości, naszych potrzeb, poznawania siebie, budzi miłość do Boga, wtedy rośnie pragnienie Komunii św., poznania Boga; refleksja jest pokarmem naszego ducha”
Zalecana kolejność jest więc taka: skupienie – refleksja – modlitwa ustna i pamiętanie o tym może okazać się pomocne w trudnych sytuacjach, kiedy nie wiadomo nawet, o co tak właściwie modlić się. Wówczas musi wystarczyć zwyczajne zatrzymanie się i trwanie przed Panem, odwołanie się do Jego Miłosierdzia, pokazanie swojej bezradności i czekanie na światło. Kontemplacja nie jest więc celem samym w sobie, ale początkiem do wypowiedzenia prośby, umocnieniem przed podjęciem działania, pokrzepieniem, gdy opadamy z sił na drodze realizacji planów, rozwianiem wątpliwości co do słuszności podjętych zadań. Dzięki kontemplacji – prawdziwym spotkaniu z Bogiem żywym otwierają się przed nami nowe horyzonty, rozwiązania, których sami nie wymyślilibyśmy, możemy przekraczać własne granice słabości, lęku, zniechęcenia, smutku.  Ksiądz Bosko powierzał Bogu każdy swój zamysł, pytał Go w trudnych sytuacjach, co ma czynić, a także prosił o ocenę, czy to co robi jest zgodne z wolą Bożą. Był również gotowy porzucić to, co robi, jeśli tylko nie było to Boże a jego własne dzieło. Dla mnie osobiście bardzo trudna jest nadal zmiana raz obranego kierunku i pytanie Boga na każdym etapie realizacji czegokolwiek, czy to nadal jest Jego wola. Tak łatwo ulec przyzwyczajeniu i przywiązaniu do tego, co się robi. Tymczasem człowiek kontemplacji jest zawsze gotowy do nowego, świeżego spojrzenia na rzeczywistość i to tylko dlatego, że Bóg go o to prosi. Wreszcie kontemplacja pomaga, by nie zatracić się całkowicie w aktywności jak Marta podczas wizyty Jezusa w ich domu. Można zobaczyć w tej scenie rezultat takich działań – pretensje, że „ja tyle robię” a inni nie, nikt mi nie pomaga, nie chwali mojej aktywności i na dodatek dostaje pochwały on a nie ja, rozczarowanie w przypadku porażki. Również takie postawy zdarzały się w moim życiu, bo np. decyzję o działaniu trzeba było podjąć szybko a z powodu braku czasu na refleksję i osoby, która potrafiłaby doradzić, podjęte kroki okazały się błędne. W tym przypadku kontemplacja może pomóc w refleksji nad przyczyną złego działania, nad uleczeniem bólu porażki, podjęciem kroków nad np. naprawieniem wyrządzonego zła. Znowu jest więc początkiem czegoś następnego, zatrzymaniem się przed podjęciem kroku w działaniu. 
W przytoczonej na wstępnie ewangelicznej scenie, kiedy Marta wychodzi na spotkanie Jezusowi z prośbą o przywrócenie do życia brata a Maria zostaje w domu, można przypuszczać, że to Marta wybrała lepszą postawę – aktywność. Aktywność wypływająca ze spotkania z Bogiem i podjęta z miłości do Niego i do ludzi jest dobrem, bo zmienia, ubogaca nasze otoczenie, pozwala rozwijać nasze możliwości. Podejmując działania uczestniczymy niejako w stwarzaniu świata na tym wycinku rzeczywistości, na którym się znajdujemy – przecież jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, a to zakłada, że jesteśmy do tego zdolni. Skoro mamy szansę pomóc Panu Bogu w stwarzaniu świata, musimy uświadomić sobie, że stajemy się odpowiedzialni za to, co stwarzamy a to wymaga pewnej zdolności do refleksji, przewidywania skutków naszych poczynań, czyli jest to kontemplacja. Ksiądz Bosko nigdy nie kończył na modlitwie, ale była ona dla niego początkiem na drodze tworzenia wspaniałych dzieł, które przetrwały do dzisiaj. Mawiał: „Modlitwą i poświęceniem przygotowuje się działanie” (MB XIX,220). Warto również dodać, że była to modlitwa prosta, konkretna i twórcza, właściwie niektórzy zastanawiali się, kiedy ona miała miejsce przy takiej ilości zajęć. Ksiądz Bosko jednak odpowiadał „a kiedy ja się właściwie nie modlę?”.
Zatem, jeśli chcielibyśmy być ludźmi, którzy przynoszą owoce i ubogacają nimi innych powinniśmy dbać, aby w naszych postawach kontemplacja i działanie szły w parze. Wg  Christifideles laici: „w życiu świeckim nie może być dwóch równoległych nurtów: z jednej strony tak zwanego życia „duchowego” z jego własnymi wartościami i wymogami, z drugiej tak zwanego życia „świeckiego” , obejmującego rodzinę, pracę, relacje społeczne, zaangażowanie polityczne i kulturalne. Latorośl wszczepiona w krzew winny, którym jest Chrystus przynosi owoce w każdej sferze działalności i istnienia”. 
Od momentu uświadomienia sobie tego, z perspektywy czasu mogę ocenić, że przede wszystkim radykalnej zmianie uległa moja modlitwa. Tzn. więcej jest w niej pytań i próśb o światło, co robić aby wypełnić Boży plan wobec mnie  a mniej własnych pomysłów na przyszłość i przedstawianie ich Bogu z prośbą o pomoc w realizacji. Ciągle uczę się zapraszania  Jezusa do mojego życia, uwalniania się od pokusy czynienia czegokolwiek bez uprzedniej refleksji i nie rezygnowania w chwili, gdy pojawiają się przeszkody. Pomocą stają się słowa modlitwy w Liturgii Godzin: „Wszechmogący Boże, uprzedzaj swoim natchnieniem nasze czyny i wspieraj je swoją łaską, aby każde nasze działanie od Ciebie brało początek  i w Tobie znajdowało dopełnienie”. Wtedy mam pewność „bycia z Bogiem jak ptak, który czuje drżenie gałązki i nie przestaje śpiewać, wiedząc, że ma skrzydła.”

BM, Styczeń 2013r