Jak przeżywam moje zjednoczenie z Bogiem w codzienności

„Będę chodził w obecności Pana w krainie żyjących” - te słowa z Psalmu 116 najwierniej oddają to, czym chciałabym się podzielić.

Często zastanawiało mnie, czym właściwie jest wezwanie do radykalizmu ewangelicznego? Czy słowa „zostaw wszystko co masz i pójdź za Mną” należy odczytywać dosłownie? Jeśli tak, to jak miałoby to właściwie wyglądać w mojej rzeczywistości? Przyzwyczajona raczej do działania niż kontemplacji, próbowałam znaleźć taką formę aktywności, która - wg mnie - pozwoliłaby mi spotkać się z Jezusem osobiście. W swojej pysze, niewiedzy i naiwności sądziłam, że to ja muszę coś wymyśleć, zrobić, zadziałać, postanowić. Dlatego jakże byłam zdumiona, gdy na pierwszych rekolekcjach ignacjańskich usłyszałam, że inicjatywa należy do Boga, a mi przypada głównie rola słuchacza. To tam po raz pierwszy właściwego znaczenia nabrały słowa Samuela „Mów, bo sługa Twój słucha” (1 Sm 3, 9). Zawstydziłam się wtedy, bo zrozumiałam, że często w moim życiu słowa „mów” i „słuchaj” ulegają przestawieniu. Można powiedzieć, że od tamtego czasu moja relacja z Bogiem nabrała charakteru bardziej osobowego, co zdecydowanie przełożyło się na zmianę mojego przeżywania codzienności. Przede wszystkim przestałam od niej uciekać tylko dlatego, że momentami wydawała się nudna, nieciekawa, pełna rutynowych zajęć, rozczarowań, ludzi, których albo ja nie rozumiem, albo oni mnie. Przestałam szukać nie wiadomo czego a skupiłam się na relacji z Jezusem i zapragnęłam, aby to, co się narodziło, nie zostało przysypane wszystkimi błahymi sprawami, ale nabrało jeszcze wyraźniejszych kolorów, rozkwitło. Wraz z tym pragnieniem zaczęłam zauważać, że nie muszę szukać Boga w innym miejscu, poza tym, w którym aktualnie przebywam. Bóg nie przychodzi z zewnątrz do naszej codzienności, by ją przemieniać, On jest już od początku w niej milcząco obecny. Ta świadomość zaczęła mi dawać niesamowite poczucie ulgi, radości i wolności. Trwa to do dnia dzisiejszego. Świadomość bliskości Boga i obietnice dane człowiekowi, że go nie opuści sprawiają, że na te same wydarzenia, osoby, patrzę inaczej; jest to patrzenie głębsze, jaśniejsze, dalsze. Oczywiście nie zawsze przychodzi to natychmiast i z łatwością. Ale świadomość, że Bóg jest blisko, pozwala mi stanąć w prawdzie, ujrzeć daną sytuację taką, jaka ona jest. W innym przypadku byłoby to niemożliwe – zawsze górę wzięłyby własne emocje, ambicje, urażona duma. Niemożność dostrzeżenia Boga w codzienności wynika przeważnie z wewnętrznego rozproszenia. Dlatego dialog z Bogiem rozpoczynam (na ile to jest możliwe w danej sytuacji) od wygaszenia własnych emocji, wejścia w ciszę, niejako wycofania się z wydarzeń rozgrywających się wokół. Wejście w milczenie pozwala na nawiązanie głębszej, bardziej intymnej relacji z Bogiem. Te chwile rozmowy, można powiedzieć „konsultacji” to moja codzienna modlitwa, którą staram się rozwijać tak, jak to ma miejsce w przypadku przyjaciół. Jeśli z jakąś osobą pragnę wejść w głębszą relację to staram się ją poznać, co myśli, jak reaguje, czym żyje. Relację z Bogiem traktuję tak samo: poznawanie Jego ma miejsce przede wszystkim na spotkaniu w modlitwie, czytaniu i rozważaniu Słowa Bożego, ale nade wszystko w częstym uczestnictwie w Eucharystii. To tutaj mogę w najgłębszy sposób złączyć swoje drobne codzienne ofiary z ofiarą Chrystusa. To podczas Eucharystii mogę doświadczyć jak bardzo Chrystus – choć na co dzień niewidzialny i nieodczuwalny – jest obecny w moim życiu. Co więcej – to, czego doświadczył w Wielki Piątek – odrzucenie, niesłuszne oskarżenie, nienawiść ze strony wrogów, opuszczenie przez przyjaciół, oddalenie Boga, jest również udziałem mojej codzienności. Dlatego najdoskonalszym wzorem relacji z Bogiem jest dla mnie więź Jezusa ze swoim Ojcem.

Do pełnego przeżywania relacji – jak każdy człowiek – potrzebuję również znaków Bożej obecności. Nie chodzi wcale o to, żeby to przyjąć, bo tak się mówi, że Bóg jest w przyrodzie, którą stworzył, w drugim człowieku, ale żeby tego faktycznie doświadczyć, poczuć, bo tylko wtedy można być wiarygodnym świadkiem. Dlatego cały czas uczę się jak w duchu pokory przyjmować codzienność taką, jaka ona jest, mając świadomość, że uciekając od niej tracę łaskę spotkania Boga. Jak każdą łaskę mogę ją przyjąć lub odrzucić, więc każdego dnia - wzorując się na Maryi - uczę się ją przyjmować wierząc, że kiedyś cała moja codzienność będzie modlitwą i przykładem doskonałego zjednoczenia z Bogiem.

BM, Kwiecień 2012r