Ks. Filip Rinaldi

 

 

Filip Rinaldi przeżył 75 lat. Urodził się na północy Włoch, 28 maja 1856 r., jako ósme dziecko zamożnych wieśniaków.

Miał niespełna sześć lat, gdy w rodzinnym Lu Monferrato po raz pierwszy ujrzał księdza Bosko, który przyjechał wraz z liczną grupą chłopców. Było to w październiku 1861 roku. Filip był oczarowany.

Drugie spotkanie z ks. Bosko miało miejsce sześć lat później w Mirabello. Gdy Filip wszedł do małej ciemnej zakrystii, by się wyspowiadać, nagle zobaczył nad jego głową promieniste światło. Od tej pory był przekonany, że ks. Bosko jest świętym. Sam jednak przerwał naukę w przekonaniu, że nie ma powołania do stanu kapłańskiego.

 

Do dwudziestego pierwszego roku życia ciężko pracował w rodzinnym gospodarstwie. Śpiewał w chórze parafialnym i działał aktywnie w Bractwie świętego Błażeja. Wieczorami pochylał się nad książkami. Ks. Bosko wytrwale zapraszał Filipa do Turynu, ten jednak opierał się. „Wydawało mi się, że powołanie kapłańskie nie jest dla mnie” – powiedział później.

 

Niespodziewanie, rozmowa z ks. Bosko w listopadzie 1877 r. zaowocowała mocnym postanowieniem pójścia za głosem powołania salezjańskiego. Pragnął być tylko skromnym koadiutorem. Przez dwa lata uczył się w szkole salezjańskiej w Samperdarena, gdzie pięćdziesięciu młodych ludzi nadrabiało zaległości w nauce, by przygotować się do kapłaństwa. Pierwszy rok nauki ukończył tak dobrze, że pozwolono mu przeskoczyć drugą klasę.

 

W 1879 r. wraz z innymi nowicjuszami przywdziewa sutannę. Po obłóczynach dowiaduje się, że został wyznaczony na pierwszego asystenta mistrza nowicjatu. Pracuje intensywnie nad sobą, o czym świadczą zachowane zapiski z postanowieniami. Oto jedno z nich:

Chcę czynić, mówić i myśleć mając na celu jedynie Boga.

 

 Po roku nowicjatu, w obecności ks. Bosko, Filip złożył wieczyste śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Miał wówczas 24 lata. Po kolejnych dwóch latach intensywnych studiów teologicznych, 23 grudnia 1882 r. przyjmuje święcenia kapłańskie. Mszę prymicyjną odprawił w asyście ks. Bosko. Po święceniach, przez pół roku, sprawował funkcję asystenta kleryków i kontynuował studia filozoficzne.

 

Młody dyrektor

W wrześniu 1883 r. z przerażeniem odbiera wiadomość, iż został mianowany dyrektorem nowej placówki salezjańskiej w Mathi, niedaleko Turynu. W rozmowie z ks. Michałem Rua, Wikariuszem Generalnym Towarzystwa, broni się mówiąc, że nie jest odpowiednią osobą do pełnienia takiej funkcji. Ks. Rua odpowiedział mu spokojnie:

-         To nie ja cię wybrałem; to Bóg cię tam posyła.

Filip, jak zawsze, okazał posłuszeństwo.

 

W Mathi zastał stary wiejski dom, niewielki skrawek pola, małe podwórze, zaniedbany ogród i sześćdziesięciu „synów Maryi”, jak ks. Bosko nazywał starszych młodzieńców, którzy pragnęli zostać salezjanami. Ks. Rinaldi musiał się zmierzyć z wieloma problemami. Kiedy nie mógł się z nimi uporać sam, jechał do ks. Bosko.

Po roku czasu, w listopadzie 1884 r.,  synowie Maryi zostali przeniesieni do nowej siedziby – szkoły „u św. Jana Ewangelisty” w Turynie. Wspólnota liczyła już prawie stu dwudziestu członków. Pewien znany salezjanin wspomina:

„Nie tylko ja uważałem, że nasz dyrektor jest człowiekiem świętym. Miał wówczas dwadzieścia dziewięć lat i pamiętam, z jakim młodzieńczym zapałem przyłączał się do naszych zabaw. Miał pociągający wygląd, ale o wiele bardziej przyciągał swoim duchem. Miał serce ojca, wymyślał tysiące rzeczy, aby nas rozweselić i uszczęśliwić.”

 

Szczególne względy u ks. Bosko 

Ks. Filip cieszył się, że z nowego domu jest zaledwie kwadrans drogi do Oratorium na Valdocco. Co tydzień składał ks. Bosko wizytę, w czasie której spowiadał się i krótko opowiadał o życiu swojej placówki. Ku zaskoczeniu wszystkich ks. Bosko zapraszał go do udziału w comiesięcznych zebraniach Rady Wyższej. Dla młodego kapłana było to niesłychanym przywilejem. Na prośbę Filipa o skierowanie go na misje w Patagonii, Święty odpowiedział:

-         Filipie, ty zostaniesz tutaj i będziesz innych kierować do pracy misyjnej.

 

Ostatnią spowiedź u ks. Bosko ks. Filip odbył na kilka dni przed śmiercią Świętego. Po wejściu do jego pokoju powiedział do chorego: „Księże Bosko, proszę mnie jeszcze raz wysłuchać i , by nie męczyć się, proszę mi powiedzieć tylko jedno słowo”. Chory zgodził się. Ks. Rinaldi ukląkł przy łóżku i wyspowiadał się. Przed udzieleniem rozgrzeszenia, ks. Bosko cicho ale wyraźnie wyrzekł jedno tylko słowo: „rozmyślanie”.

 

Przełożony w Hiszpanii 

Latem 1889 r. ks. Rinaldi niespodziewanie został skierowany do pracy w Hiszpanii i mianowany dyrektorem salezjańskiej placówki w Sarria` niedaleko Barcelony oraz przełożonym wszystkich salezjanów w Hiszpanii. Cóż, musiał podjąć naukę języka kasylijskiego. Chłopcy w Turynie żegnali go ze łzami w oczach. Miał dopiero 33 lata a znów przyszło mu się zmierzyć z ogromnymi trudnościami, przede wszystkim finansowymi. Zaufał Opatrzności.

Po roku otwiera pierwszy w Hiszpanii nowicjat. Rozpoczęła działalność nowa szkoła i ośrodek dla młodzieży. Prośby z innych miast były na tyle naglące, że mimo braków  personalnych powstawały nowe parafie, ośrodki dla młodzieży, szkoły podstawowe i średnie, zawodowe i rolnicze. Ks. Rinaldi nieustannie tonął w długach, ponieważ szkoły były pełne biednych chłopców. Znajdowali się jednak dobrodzieje. Największą z nich była Donna Dorothea Chopitea.

 

Ks. Rinaldi spędził w Hiszpanii 12 lat: trzy jako dyrektor szkoły salezjańskiej w Sarria i dziewięć jako inspektor salezjanów w Hiszpanii i Portugalii. W tym czasie założył osiemnaście domów salezjańskich i stworzył podstawy dla kilku innych. Do ks. Barberisa, swego mistrza z nowicjatu pisał: Mam na głowie tyle spraw, że nawet nie mogę spokojnie myśleć. Po jego wyjeździe z Hiszpanii w 1901 r. utworzono tam trzy odrębne inspektorie a czwartą w Portugalii.

Był to także okres wielkiego rozwoju Zgromadzenia Sióstr Salezjanek. Liczba ich domów zakonnych w Hiszpanii wzrosła w tym czasie z jednego do ośmiu. Właśnie księdzu  Rinaldiemu zawdzięczają one swój ówczesny rozkwit.

 

Mimo swej nadzwyczajnej aktywności, ks. Rinaldi był „człowiekiem wewnętrznym”. Podstawę jego niestrudzonej działalności i ogromnej miłości bliźniego stanowiło „życie z Bogiem”. Dla współbraci był ukochanym ojcem. Nikt z nas nie zapomni jego życzliwego zainteresowania i troski, jakie okazywał każdemu z nas – wspomina jeden z hiszpańskich salezjanów.

 

W marcu 1901 r. ks. Rua, powiadamia go, iż po długich modlitwach i jednomyślnym poparciu członków Rady mianuje go Wikariuszem Generalnym Towarzystwa. Było to drugie z kolei stanowisko w Zgromadzeniu. Do współbraci, którzy nie mogli pogodzić się z utratą tak kochanego „ojca”, ks. Rua napisał: Doskonale rozumiem uczucie wielkiej pustki, jakie powstało w Hiszpanii, gdy zabrakło tam człowieka tak szlachetnego i pracowitego. Podejmując tę decyzję, kierowałem się dobrem całego naszego Towarzystwa; ofiara została złożona. Jeszcze w marcu ks. Filip spakował się i przybył do Turynu. 

 

Wikariusz Generalny

Nowy Wikariusz Generalny szybko zdobył sobie serca wszystkich. Miał czterdzieści pięć lat i był najmłodszym członkiem Rady. Przez kolejne dwadzieścia lat kierował biurem administracji Zgromadzenia u boku dwóch Generałów: ks. Rua i ks. Albery. Obydwaj powierzyli jego osobistej odpowiedzialności tak wiele trudnych i delikatnych obowiązków, że umożliwili mu przy tym zdobycie ogromnego doświadczenia we wszystkich sektorach życia salezjańskiego. On zaś z pokorą i prostotą spełniał swe obowiązki zdobywając serca współbraci ogromną dobrocią. W razie potrzeby zastępował Przełożonych Generalnych a po ich śmierci przygotowywał Kapituły Generalne.

Był człowiekiem, który nie obawiał się nowych pomysłów i śmiałych planów. Brak środków nie był dla niego przeszkodą, by kroczyć naprzód.

 

Duszpasterz

 Mimo licznych obowiązków urzędowych chciał być księdzem. Codziennie o szóstej rano zasiadał w konfesjonale i opuszczał go po dwóch godzinach. Powracał tam na godzinę po południu. Podejmował się głoszenia rekolekcji, kazań, konferencji. W 1907 r. ks. Rua zamianował go dyrektorem Oratorium żeńskiego na Valdocco. Setki dziewcząt przychodziły tam po szkole lub po pracy. Ks. Rinaldi troszczył się nie tylko o duchowe potrzeby dziewcząt.

 

 Rozwinął działalność wychowawczą wprowadzając nowe inicjatywy, np. wieczorne wykłady dotyczące kultury ogólnej, pogadanki dotyczące zajęć domowych, teatr amatorski, kasa oszczędnościowa, koło gimnastyczne... Dziewczęta miały możliwość przynależności do grup, różnych pod względem zainteresowań i wieku.

Postarał się, by co niedzielę  przychodził do nich lekarz. Sam zdobył środki na leczenie oraz odpowiednie leki. Te będące w trudnej sytuacji finansowej na koniec roku otrzymywały duże kupony materiału na ubrania lub talony na zakupy.

Pewna dziewczyna z Oratorium, której rodzina żyła w skrajnej nędzy, wspomina:

-         Miałam czternaście lat, gdy zachorowałam na tyfus. Przewieziono mnie do szpitala. Ks. Rinaldi odwiedzał mnie co tydzień i z delikatnością, której nie potrafię wyrazić, za każdym razem zostawiał mi pod poduszką jakąś sumę.

Inna oratorianka pisze: „Był on inspiratorem wszystkich naszych dobrych uczynków, w blasku jego miłości byłyśmy gotowe do każdej ofiary.”

 

Drugie wielki pole jego działalności apostolskiej to Związek Pomocników Salezjańskich.  Uporządkował ich działalność ustanawiając zarząd centralny. Dzięki niemu Pomocnicy odbyli kilka zjazdów krajowych oraz dziewięć zjazdów międzynarodowych. Nakład wydawanego przez nich miesięcznika Biuletyn Salezjański wzrósł tysiąckrotnie.

 

Zorganizował byłych wychowanków i byłe wychowanki. Wystosował do nich apel do, by połączyli się w związki regionalne i krajowe. Zorganizował Pierwszy Międzynarodowy Kongres Byłych Wychowanków w 1911 r. Reprezentujący dwadzieścia dwie narodowości delegaci opowiedzieli się za stworzeniem Światowej Federacji Byłych Wychowanków Salezjańskich oraz zaproponowali wzniesienie w Turynie okazałego pomnika ku czci ks. Bosko. Pomnik został odsłonięty w 1920 r.

 

Głosił konferencje dla salezjanów, salezjanek oraz dla nauczycieli. Powołał do życia „Nauczycielski Związek Księdza Bosko”. Miał on na celu wychowanie moralne młodzieży w oparciu o kryteria systemu prewencyjnego Księdza Bosko.

Był założycielem Międzynarodowego Towarzystwa Wydawniczego (SEI). Wsparcie finansowe zapewnili Pomocnicy i Dobrodzieje.

Stał się promotorem powstania kilku czasopism, np. „Gioventu Missionaria” dla misji.

 

Założyciel VDB

W tym okresie narodziły się pierwsze powołania do późniejszego Instytutu Ochotniczek Księdza Bosko. W 1911 r. na pierwszym zjeździe byłych wychowanek CMW grupa dawnych oratorianek zgłosiła mu pragnienia życia dla Boga w świecie zgodnie z duchem ks. Bosko. Kandydatki do tego nowego rodzaju życia prowadziły intensywne życie wewnętrzne, uczestniczyły w różnych akcjach miłosierdzia, a rodzinie i w pracy prowadziły apostolstwo dobrego przykładu.

 

Pomysł uformowania nowej gałęzi rodziny salezjańskiej dojrzewał. Pierwsze oficjalne spotkanie nowej grupy odbyło się 20 maja 1917 r. Ks. Rinaldi powiedział wówczas: „zaczynamy to dzieło w ukryciu, z wami trzema... Nikt nie powinien wiedzieć o tym, co dojrzewa... Pozostańcie tym, czym jesteście”. Stopniowo dołączały nowe osoby. Asystentką grupy była siostra salezjanka. Przez comiesięczne konferencje ks. Rinaldi formował serca do nowego rodzaju życia konsekrowanego prowadzonego w świecie. Pierwsze śluby zostały złożone w 1919 r. na Valdocco w kaplicy przyległej do pokoików ks. Bosko. Ks. Rinaldi uczył: Wasza misja polega nie tylko na osobistym uświęceniu, ale na przystosowaniu się do potrzeb życia i czasów, aby czynić dobro. I dalej: Wnoście ducha religijnego wszędzie tam, gdzie jesteście.

Zachowały się notatki ze wszystkich konferencji, jakie głosił ks. Rinaldi do pierwszych VDB przez  blisko 11 lat.

 

Po śmierci ks. Michała Rua w 1910 r. drugim następca ks. Bosko zostaje wybrany ks. Paweł Albera. Wobec nowego Przełożonego ks. Rinaldi ustalił sobie i zapisał pewne praktyczne reguły postępowania, np.:

Wobec Przełożonego będę pokorny. Będę mówił mu o wszystkim, co może go zainteresować. Jeśli nie zostanę należycie zrozumiany, swe troski ofiaruję Panu...

 

Generał, trzeci następca św. Jana Bosko

W jego osobie altruizm i poczucie taktu łączyły się z niezwykłymi zdolnościami administracyjnymi i ogromną przedsiębiorczością. Gdy w 1921 r. umarł ks. Albera, znów do Wikariusza Generalnego należało przejęcie na kilka miesięcy steru Zgromadzenia. Nie przypuszczał, że kolejna Kapituła Generalna właśnie jego wybierze na trzeciego następcę św. Jana Bosko. Stało się to 22 kwietnia 1922 r. już w pierwszym glosowaniu, ku wielkiej radości wszystkich, którzy go znali osobiście. Miał wówczas 66 lat.

 

Już jako nowy Generał uczestniczył w uroczystych obchodach pięćdziesięciolecia sióstr salezjanek, a potem przewodniczył obradom ich Kapituły Generalnej w Nizza Monferrato. Podczas rekolekcji przed ich rozpoczęciem rozmawiał z każdą z uczestniczek. Podczas Kapituły codziennie wygłaszał kazania. „To było tak, jakby ks. Bosko powrócił do nas” – powiedziała jedna ze starszych sióstr.

 

Jako Przełożony Generalny musiał odbywać liczne podróże. Odwiedził niemal wszystkie fundacje salezjańskie w Europie. Największą radość sprawiały mu spokojne rozmowy ze współbraćmi. Ujmował ich swoją uprzejmością i bezpośredniością. Pewien skromny koadiutor po takim spotkaniu miał łzy w oczach:

-         Wyobraźcie sobie – opowiadał czekającym na rozmowę innym salezjanom – gdy wszedłem do pokoju, wstał, aby mnie przywitać! A wiecie, co mi powiedział na pożegnanie? Janie, jeśli jest coś, w czym mógłbym ci pomóc, napisz do mnie...

 

W Polsce... 

W 1925 r. ks. Rinaldi odwiedził niemal wszystkie zakłady w Polsce! W dniu 1 października przybył do Oświęcimia, skąd po wypoczynku udał się przez Katowice do Łodzi. W Katowicach był serdecznie podejmowany przez J. E. Ks. Augusta Hlonda, śląskiego biskupa nominata. W Łodzi ks. Generał zwiedzał szczegółowo szkołę, pracownie, a przede wszystkim nowo budującą się część, przeznaczoną na Dom Młodzieży. Serdeczna gościnność zrobiła na ks. Generale bardzo wielkie wrażenie. Odjeżdżając dziękował miejscowym Współpracownikom Salezjańskim za ich nadzwyczajną życzliwość względem łódzkiej placówki salezjańskiej, o której wyrażał się z pełnym uznaniem i szczerym podziwem. Dziennikarz łódzkiego „Kuriera Codziennego” stwierdza:

Otacza go atmosfera ojcowskiej dobroci,  podbijająca wszystkich, którzy się z nim spotykają!

Ks. Rinaldi zwizytował placówki:  Łódź, Warszawa, Czerwińsk, Aleksandrów,  Różanystok, Wilno, Przemyśl, Kraków, Klecza Dolna, Oświęcim.Po wizytacji odjechał do Turynu z Katowic.

 

 W samej Hiszpanii odwiedził trzydzieści trzy z pięćdziesięciu ośmiu wspólnot. Jego wizyta w Madrycie stała się prawdziwym triumfem. Król Alfons XIII gościł go w swym pałacu i otoczył największymi honorami dworu. Ks. Rinaldi otwierał nowe szkoły i błogosławił nowe kościoły.

Na miejscu w Turynie organizował liczne spotkania: mistrzów nowicjatu, dyrektorów, prefektów, nauczycieli szkół zawodowych. Był rzeczywiście kochającym ojcem, który chętnie przebywa z synami, który wysłuchuje ich, poucza słowami i przykładem, zabiega o ich dobro duchowe i materialne.

 

Dla misji 

Dla uczczenia pięćdziesiątej rocznicy misji salezjańskich zainspirował utworzenie wielkiej wystawy poświęconej misjom. Była ona zaprezentowana w Watykanie i w Rzymie. Rozwój misji uważał za jeden z najważniejszych swoich obowiązków. Wręczył krzyże misyjne 1868 salezjanom oraz 613 Córkom Maryi Wspomożycielki. Zdecydował, by edukacja przyszłych misjonarzy odbywała się już na terenie misji, gdzie mieścił się nowicjat oraz studentaty z odpowiednio przygotowanymi wychowawcami i nauczycielami. W ten sposób młodzi ludzie poznawali język oraz zwyczaje ludzi, wśród których mieli później pracować. Nalegał, by misjonarze szanowali miejscową kulturę i obyczaje. 

Pod koniec życia, mimo przeciwwskazań lekarskich, odwiedzał placówki salezjańskie w północnych Włoszech. Szczególną wagę przywiązywał do tego, by każda wspólnota stanowiła rodzinę. Często powtarzał, że nigdy nie spotkał poważnych problemów we wspólnocie, w której panował duch rodzinny:

-         Jest to system księdza Bosko i nigdy dotąd nie zawiódł.

 

Wśród duchowych synów do jego ulubieńców należeli koadiutorzy:

-         Jestem przekonany, że wśród naszych koadiutorów są prawdziwi święci i że jest ich wielu...

Podkreślał konieczność ich gruntownego wykształcenia. Uważał, że koadiutor wchodzący do szkolnej pracowni jest doskonałym znawcą swego zawodu, oddanym nauczycielem i przykładnym zakonnikiem. Kiedyś powiedział:

-         Przygotowanie koadiutorów powinno być postawione na równi z przygotowaniem przyszłych kapłanów.

 

Starania o beatyfikację ks. Bosko

 W roku 1901 ks. Rinaldi został wicepostulatorem procesu beatyfikacyjnego księdza Bosko. Okazało się, że był to proces długi i złożony. Na etapie diecezjalnym trwał 7 lat, w czasie których odbyło się 560 posiedzeń. Na etapie watykańskim trwał 11 lat. Wreszcie wyznaczono datę beatyfikacji na 2 czerwca 1929 r. Na uroczystość przybyły do Rzymu tak ogromne rzesze salezjanów i młodzieży, że nazajutrz papież Pius XI, do ks. Rinaldiego i członków Rady Wyższej Zgromadzenia, powiedział z uśmiechem:

-         Byliśmy nieco zakłopotani faktem, iż nie mogliśmy Rodzinie księdza Bosko dać do dyspozycji świątyni większej niż bazylika św. Piotra.

 

Ostatni z następców księdza Bosko, który miał możność poznać osobiście Założyciela, całym sobą utożsamiał się z jego ideami, świętością i jego ojcowską miłością. Najważniejszym zadaniem, które obrał sobie jako Przełożony Generalny, były zdecydowane starania o doskonalenie salezjanów w modlitwie i dążeniu do zjednoczenia z Bogiem. Był przekonany, że właśnie te cechy były siłą sprawczą owocnej działalności Założyciela i tylko one zapewnią rozwój Zgromadzeniu.

 

 

Pewnemu niezadowolonemu młodemu zakonnikowi powiedział:

-         Bądź przekonany, że my, zakonnicy , powinniśmy żyć, cierpieć i upokarzać się tylko dla Jezusa. Jedynie w ten sposób odnajdziesz pogodę i spokój ducha.

Na wzór księdza Bosko jego duchowość była przede wszystkim sakramentalna i pozostawała w ścisłym związku z realnym życiem. Od kierowanych dusz wymagał całkowitego oddania się Jezusowi i gotowości do poświęceń, nawet najbardziej heroicznych.

 

Trudnym okresem był czas pierwszej wojny światowej. Ok. 2000 współbraci (czyli połowa całego ówczesnego personelu) została wcielona do wojska. Na szczęście po wojnie nastąpił rozkwit powołań. Podczas dziesięciolecia jego rządów ks. Rinaldiego liczba współbraci wzrosła prawie dwukrotnie. Najbardziej leżała mu na sercu formacja młodych współbraci. Jako ostatni Generał, który znał osobiście ks. Bosko pragnął dać go poznać wszystkim: „Dla mnie Ksiądz Bosko jest jednym z najwspanialszych wyrazów uosobienia miłości w naszych czasach. Jego życie nie jest niczym innym jak żarem Bożej miłości w całkowitym poświęceniu się”. Chciał, by studiowano życie Księdza Bosko w celu naśladowania Jego życia wewnętrznego.

 

Z powodu choroby serca w 1929 r. ks. Rinaldi zdecydował zrezygnować z pełnienia swej funkcji. Swemu sekretarzowi powiedział:

-         To nie jest sprawiedliwe – zmuszać Zgromadzenie, żeby dostosowywało się do mego coraz powolniejszego kroku.

Nigdy jednak Rada Wyższa nie dopuściła do tego. Wbrew zaleceniom lekarzy często opuszczał Turyn. W okresach, w których odczuwał wyczerpanie, spędzał bezsenne noce na modlitwie siedząc w fotelu. Rano jednak zawsze o 4.30 odprawiał Mszę św. i brał udział we wspólnym rozmyślaniu. Nie rezygnował ze spotkań z przybywającymi z daleka współbraćmi, z pisania listów i okólników. Serdeczny i uprzejmy, witał każdego z radością, wspominał współbraci, którzy są daleko.

 

Cierpiał z powodu krwawych zamieszek w Hiszpanii oraz posunięć faszystowskiego rządu we Włoszech. W obliczu kryzysu finansowego, który poważnie zaciążył nad światem i odbił na życiu Zgromadzenia, wzywa do życia ubóstwem i do przyswojenia sobie „subtelnego ducha oszczędności”.

 

Odejście. Beatyfikacja

W ostatnim miesiącu życia miał trudności z oddychaniem i dręczącą czkawkę. W sobotni ranek 5 grudnia 1931 r. choć lekarz stwierdził, że stan zdrowia jest nieco lepszy, ks. Filip odszedł do Pana pogodnie i cicho siedząc na fotelu z biografią ks. Rua w ręku. W jego pogrzebie uczestniczyło ponad sto tysięcy osób. Ciało złożono w grobowcu Zgromadzenia na cmentarzu w Turynie. Obecnie jego szczątki spoczywają w krypcie bazyliki Maryi Wspomożycielki, poniżej wielkiego ołtarza św. Jana Bosko.

 

Odejście ks. Rinaldiego łączyło się z poczuciem nieodwracalnej straty. Czuło się, że jego dobroci trudno będzie dorównać, a już nigdy nie uda się jej przewyższyć. W sercach ludzi, którzy osobiście byli pod jego przewodnictwem duchowym, miał on swój ołtarz na długo przed rozpoczęciem procesu beatyfikacyjnego. Zwracali się do niego w potrzebie i nigdy nie doznali zawodu.

Jedną z łask jest uzdrowienie siostry Carli de Noni ze Zgromadzenia Misjonarek Męki Jezusowej. Chusteczka do nosa, będąca relikwią po ks. Rinaldim, przyłożona do zmiażdżonej szczęki, wraz z modlitwą, przyniosła wielki  cud uzdrowienia uznany przez lekarzy i komisję Stolicy Apostolskiej.

Siostra Carla doczekała się beatyfikacji ks. Rinaldiego w dniu 29 kwietnia 1990 r. w Rzymie.